5 terminów związanych z tłumaczeniem, które powinieneś znać jako klient

Zazwyczaj większość naszych decyzji zakupowych poprzedza zapoznanie się z produktem lub usługą, którą jesteśmy zainteresowani, a także kalkulacje czy rekomendacje naszych znajomych. Choć nie musimy być ekspertami w każdej dziedzinie, przydatna będzie wiedza o podstawowych pojęciach związanych z przedmiotem naszego zainteresowania, abyśmy wiedzieli co i jak tak naprawdę zamawiamy bądź kupujemy.Nie inaczej jest ze zleceniem tłumaczenia — dzisiaj prezentujemy kilka pojęć, na które nie zawsze zwraca się uwagę, a których znajomość znacznie ułatwi kontakt na linii osoba zamawiająca-wykonująca usługę tłumaczeniową.

Tłumaczenie uwierzytelnione czy przysięgłe?

Na pewno wiemy, że osoba, która tłumaczy dokumenty sądowe, urzędowe, a także uwierzytelnia tłumaczenia i odpisy takich dokumentów sporządzone przez inne osoby, to tłumacz przysięgły. Taka osoba posiada status urzędnika państwowego, a jej kwalifikacje potwierdza zdanie egzaminu organizowanego pod patronatem Ministra Sprawiedliwości RP. Nie wykonuje ona jednak tłumaczeń „przysięgłych”, tylko „uwierzytelnione” lub inaczej „poświadczone” (ten drugi zapis spotkamy w Kodeksie Tłumacza Przysięgłego) — to tłumacz składa przysięgę, biorąc udział w ceremonii zaprzysiężenia po zdaniu egzaminu państwowego, a tłumaczone przez niego teksty poświadcza jako zgodne z oryginałem.

Strona rozliczeniowa

To podstawa do wyceny tłumaczenia. Przyjęło się, że strona tłumaczenia zwykłego to około 1500–1800 znaków ze spacjami (ta ostatnia to pełnoprawny znak taki jak każdy inny — spróbujcie przeczytać tekst, w którym nie ma ani jednej spacji) lub 200–250 słów. W przypadku tłumaczeń poświadczonych za stronę zazwyczaj uznaje się 1125 znaków ze spacjami.

Tłumaczenie specjalistyczne

Jednym z podstawowych kryteriów podziału tekstów to styl i słownictwo. Na tej podstawie rozróżniamy tłumaczenia zwykłe (dotyczące tekstów pisanych prostym językiem, bez branżowej terminologii, np. korespondencja) i specjalistyczne (odnoszące się do tekstów zawierających terminy, utarte zwroty i określoną formę, np. specyfikacja techniczna).

O ile pierwsze nie sprawiają zawodowym tłumaczom większej trudności, o tyle drugie wymagają więcej czasu, dokładności (od błędu językowego może wiele zależeć) i przede wszystkim specjalistycznej wiedzy. Stąd takie tłumaczenia zazwyczaj więcej kosztują, a wysokość stawki zależy od stopnia trudności tekstu.

Korekta / redakcja / proof-reading?

Korekta i proof-reading to terminy tożsame — dotyczą sprawdzenia tekstu (w naszym przypadku tłumaczonego) pod kątem błędów i oznaczenia ich za pomocą znaków korektorskich. Najczęściej poprawia się błędy składu, ortograficzne i interpunkcyjne, a także wskazuje nieścisłości w odniesieniu do tekstu oryginalnego. W przypadku zlecenia tłumaczenia warto uściślić, czy usługa zawiera również korektę, czy powinniśmy za nią dodatkowo zapłacić.

Warto pamiętać, że korektor to nie osoba, do której należy poprawienie tekstu pod kątem stylistycznym czy merytorycznym — to zadanie autora albo redaktora.

Tłumaczenie maszynowe — Google to nie tłumacz!

Chodzi tu o rodzaj tłumaczenia wykonywany automatycznie, przez maszynę, czyli translator. W wyniku otrzymamy treść przetłumaczoną dosłownie, co może się sprawdzi w przypadku zrozumienia sensu prostych tekstów, jednak dla tych bardziej złożonych nie zda rezultatu. Frazeologia, interpretacja ukrytych sensów, odniesień kulturowych, dobór terminologii — w przekładaniu tego typu treści, pomimo dynamicznego rozwoju tłumaczeń maszynowych, w najbliższym czasie maszyna z pewnością nie zastąpi człowieka. Korzystanie z translatora zatem nie powinno być argumentem w negocjowaniu stawek za usługę tłumaczeniową.

Czy chodzą Wam jeszcze po głowie inne terminy dotyczące tłumaczeń, których znaczenia nie jesteście pewni? Chętnie odpowiemy na Wasze pytania w komentarzach!