Tłumaczenie i lokalizacja e-maili systemowych do zagranicznego klienta

Opublikowane w dniu przez

Dobrze prowadzony e-mail marketing to potężne narzędzie w budowaniu relacji z naszymi klientami. Dzięki niemu możemy poznać ich potrzeby, oczekiwania, uzyskać informację zwrotną i przede wszystkim — sprzedać produkt bądź usługę. Jednak strategia tworzenia relacji, która się sprawdza na rynku lokalnym, może się okazać bezużyteczna w komunikacji globalnej. Dlaczego? Bo gwarantem kontaktu z klientem jest mówienie jego językiem.

No dobrze, przetłumaczę e-mail na angielski. Czy to wystarczy?

Niekoniecznie. Po pierwsze należy sprecyzować, o jaki język obcy chodzi, bo wbrew pozorom nie wszyscy mówią po angielsku. Może to być więc rosyjski, francuski czy niemiecki. Ale jeśli przyjrzymy się bardziej grupie docelowej, może się okazać, że będziemy musieli wybrać pomiędzy angielskim brytyjskim i amerykańskim, a kataloński okaże się lepszym wyborem niż tylko hiszpański.

Kolejnym krokiem będzie uważna analiza naszej bazy kontaktów. Czy jest to jedna lista, na której znajdują się wszystkie adresy e-mail naszych klientów? A może jest podzielona na segmenty według państwa, języka? Zdecydowanie druga opcja jest bardziej pożądana. Jeśli natomiast sytuacja odpowiada tej wymienionej na początku, czeka nas uporządkowanie bazy i opracowanie strategii pozyskiwania adresów nowych subskrybentów (np. w formularzu zapisu do newslettera możemy stworzyć osobne pole na wpisanie kraju/miasta lub utworzyć oddzielne formularze subskrypcji na kolejnych obcojęzycznych stronach).

Wiem już, do kogo piszę. Co dalej?

Kolejny krok to lokalizacja, a więc dostosowanie tłumaczenia pod kątem różnic kulturowych naszych odbiorców. Objawia się ona nie tylko na czterech płaszczyznach marketingu (tzw. „cztery P”: product, placement, price, and promotion, czyli produkt, miejsce, cena i promocja), ale w elementach typowych dla elektronicznej korespondencji.

Stąd w procesie lokalizacji powinniśmy wziąć pod uwagę takie elementy jak:

  •         zwrot do adresata (forma grzecznościowa typowa dla danego języka, forma bezpośrednia, personalizacja, czyli zwrot z użyciem imienia odbiorcy etc.);
  •         treść przetłumaczona na dany język (warto rozważyć, czy np. te same produkty z oferty chcemy przedstawić wszystkim klientom);
  •         obrazki lub wideo (świetnie przyciągają uwagę, ale jeśli mają być zrozumiałe, muszą być w tym samym języku, co treść e-maila; nie powinny przedstawiać treści kontrowersyjnych dla danej kultury);
  •         linki do social media lub strony internetowej (tu też musi być zgodność pod względem języka; nie powinniśmy odsyłać klienta na ogólną, anglojęzyczną stronę lub profil);
  •         calls to action (również podlegają lokalizacji, zwłaszcza jeśli są budowane na zasadzie żartu, gry słownej);
  •         rodzaj, kolorystyka szablonu wiadomości (żeby zachować spójność wizerunkową, jeśli np. na naszych wielojęzycznych stronach stosujemy różne szablony);
  •         informacja dotycząca zachowania poufności danych i możliwości wypisania się z newslettera (zgodnie z polityką danego kraju).

Czy wszystkie e-maile muszę przygotowywać w różnych językach czy wystarczy tylko te najważniejsze?

Najlepiej wszystkie — budowanie wizerunku i dobrych relacji z klientem powinno być konsekwentne. Jeśli nasi odbiorcy przyzwyczaili się, że zawsze otrzymują od nas korespondencję w języku niemieckim, nie wysyłajmy im nagle komunikatu po angielsku. Co z tego, że mamy mało czasu, a jest to komunikat dotyczący klientów ze wszystkich krajów? Tego typu działania mogą skończyć się utratą subskrybentów.

Nie zapominajmy, że powyższa strategia powinna dotyczyć wszystkich wiadomości — nie tylko tych informujących o nowych produkcie czy usłudze, ale automatycznych powiadomień o pomyślnym zapisaniu się na listę subskrybentów czy poprawnym złożeniu zamówienia.

O czym jeszcze warto pamiętać? Zawsze przed wysłaniem wiadomości prześlijmy wersję testową do siebie lub osób opracowujących mailingi. Należy sprawdzić, czy wszystkie linki działają poprawnie, grafiki się wyświetlają, a personalizacje błędnie nie wskazują płci adresata. I najważniejsze — czy e-mail został poprawnie napisany i nie zawiera błędów językowych.